|
|
piątek, 19 lutego 2010
42.
oto pierwszy wiosenny deszcz. powinno coś zakwitnąć.
wizyta u lekarza upewniła mnie w przekonaniu, że czeka mnie mały biologiczny horror. taag. mało mi.
krruchość. kruchość ciała. cienka powłoka trzymająca razem to wszystko. myje się to, pielęgnuje, karmi, ubiera, maluje, depiluje, nawilża i w ogóle się robi wszystko, i co? nie można nawet zajrzeć do swojego środka, odwrócić oczu do wewnątrz i sobie spokojnie posprawdzać. jacyś ludzie dopiero, obcy, dotykają, słuchają, wiercą, kłują, zaglądają co tam w tobie jest.
nie udało się dziś porozmawiać o mnie, ale było blisko. doceniam tą wrażliwość, naprawdę. o mało już nie powiedziałam tego co miałam do powiedzenia, na szczęście temat dość płynnie sie zmienił.
podziwiam ludzi za to, że potrafią być zawsze taktowni i uważać na ton i słowa. moje, mimo najszczerszych chęci, czasem mi się wymykają. są oschłe i nieprzyjemne, czynię zarzuty i wymówki. czy to znaczy, że taka już jestem, czy to źle o mnie świadczy? hę? granica między potrzebą wolności i szczerości emocjonalno-werbalnej a byciem wredną suką jest dla mnie obecnie dość płynna
brak mi słońca i kwiatów, wszędzie ten czarny śnieg!
no, i pan sobie wyjechał.
ciiii-cho.
środa, 17 lutego 2010
41.
nie wiem, nie wiem. co by tu napisać? chyba trochę się obawiam swoich emocji, bo trudno mi znaleźć granicę, za którą staję się śmieszna. czai się we mnie jakaś przesada, przegięcie. chyba przechodzę drugi okres dojrzewania. trochę się czuję jak w zamknięciu jakimś niedobrym, ciemnym i głuchym. i nie chcę już tu mieszkać. chcę jakiegoś miejsca, pustego, czystego mieszkania, nieznajomej okolicy. ciągle to samo, tylko coraz bardziej, heh. coś się rodzi, niedługo wyciśnie się na świat i zacznie być. strasznie się boje, naprawdę. nie ma sensu tu o tym wszystkim się rozpisywać. powinnam się cieszyć właściwie, ale się nie cieszę. mieszczę w sobie wszystkie istniejące przeciwności i sprzeczne pragnienia. bądź ich brak. od kilkunastu dni boli mnie głowa, zaraz się zatruję apapem i innymi świństwami, jestem nadwrażliwa na zapachy i przeżywam prawdziwy mentalny przednówek. i mam nadzieję, że M. się jednak nie zabije. nie umiem mu pomóc. wszystko zwariowało.
poniedziałek, 01 lutego 2010
40.
może to jest właśnie szczęście? to, na co się nie zwraca uwagi, bo jest takie naturalne, takie oczywiste? obecność bliskich ludzi i przyjaciół, dom, ważne rzeczy do zrobienia, poczucie bezpieczeństwa? ten dziwny stan, w którym się nie wie, co dalej, kiedy jeszcze wszystko jest otwarte i niemożliwe do przewidzenia? to okropne miasto, za którym jednak się tęskni gdy się jest daleko. miejsce, w którym się mieszka, które rozkwita jak ogród wiosną. wspomnienia, które się ma, pamięć o tym, co minęło, pamięć ludzi, pamięć siebie. ci, którzy nagle się pojawiają i tak samo nagle znikają. zimne płatki śniegu które padają na twarz i osiadają na rzęsach, przypadkowe powłóczyste spojrzenia. przygryzanie warg. czekanie. niezależność. plany. wybór. emocje. może to jest właśnie to. może tak naprawdę nie ma nic więcej.
sobota, 23 stycznia 2010
39.
zima. słońce daje. ludzie już nie chodzą, a biegają po ulicach. to, czego teraz nie chce, potem będzie dla mnie najważniejszą rzeczą na świecie. to, co teraz mnie nudzi, będzie tym, za czym będę po cichu tęsknić. już tak było, zawsze tak jest. to, co mnie stopuje, to przyjaźń. zawsze mi jej za mało, ale chyba sama za mało jej daję, żeby mieć prawo chcieć wiecej. taką to analizę za 2 złote sobie robie w sobotnie południe. tracę cierpliwość. mrozi mnie, gh.
piątek, 22 stycznia 2010
38.
no tak no może trochę za dużo dramatyzmu się mi tu wkradło ostatnio, aż się popukałam w czoło. cóż zrobić, to miejsce funkcjonuje czasem jako ściek i śmietnik na bzdury na nocne strachy na sprawy, z którymi nie ma co zrobić. ale są jakieś granice przecież. huh, właściwie cała powinnam się tu zamieścić bo z całą mną nie wiem, co zrobić.
przede wszystkim zmienić otoczenie. konkretnie. wynieść się stąd forewer & ewer, pieprzyć wszystko, uciąć, nic ze sobą nie zabierać, potajemnie zniknąć i już. bo tu już nie wiem, jak się odnaleźć, jestem tu tak długo że aż za długo, całe życie. następne 25 lat chcę spędzić gdzieś indziej. nie mogę mieć nawet własnej głupiej tajemnicy. nie dlatego, że jest jakaś ważna ogromnie, ale dlatego, że jest moja, chciałam ją mieć, a już nie mam i nawet nie mogę się złościć, bo wszyscy patrzą na mnie i mówią ale o co ci chodzi. czuję, że ludzie za dobrze mnie znają. choć to nie może być prawda. ale niektórzy tak myślą. i cały czas mam wrażenie, że robię coś nie tak, że się nie sprawdzam i w ogóle nie warto, a ja czasem mam już tak dość dostosowywania się do innych, szczególnie kiedy potem, przez nie wiem co, dostaję od nich po dupie.
się też musze jakoś zmienić, muszę musze musze, bo umrę tu do czasu mego zniknienia. tylko nie wiem, jak to zrobić, nie wiem, skąd wziąć to trochę spokoju i pokory potrzebnej do zmian. gdzie to wszystko zmieścić, komu to powiedzieć, żeby zrozumiał i nie żądał wyjaśnień.
tak, no bo chodzi przecież o to, żeby tam gdzieś indziej nagle pojawiło się mnóstwo ludzi zachwyconych tym, jak jestem tajemnicza, nieznajoma i interesująca. w kawiarni przy stoliku przy papierosie, jak w książce, filmie albo klipie na MTVNight. hahahaaaaaaaaaaaaaaaa. z pewnością. a jeszcze bardziej chodzi o to, żeby ktoś za mną tęsknił. tak, o to. wszystko jedno kto.
nie wiem w ogóle nic nie wiem nic. gdzie ja się kończę a zaczynaja imaginacja nie wiem.
koniec. teraz będzie o Warszawie, bośmy byli tam wczoraj z zamiarem obejrzenia paru wystaw. skończył się zamiar na Liberze zaledwie, bo klubokawiarnie stoliczne bardziej nas pociągały w ten mróz dziki, niż spacery po mieście w poszukiwaniu sztuki. nie mam pojęcia dlaczego ktoś mi powiedział niedawno, że czytał recenzję? tej wystawy i że podobno jest skandaliczna. nie wiem nawet, jak to skomentować. może kiedyś jego prace można było określić tym mianem, ale teraz? (...) Między nami naprawdę daje radę, prawie nic tam nie ma, ale to nic to jest jednak coś. klimat ma. ach ach i obok przy stoliku usiadł Tomek J. w damskim płasczu, wraz ze swoim, hmm, chłopakiem. no co za zaszczyt dla nas. uprzejmie odradzam żywienie się w stołówce Krytyki Politycznej, jeśli tak ma wyglądać ten ich nowy wspaniały świat, to ja uprzejmie dziękuję, idę do maka... choć czasem można tam (w stołówce) podobno spotkać Michaśkę, ach, wczoraj żeśmy się z nią wyminęli o włos! za to Chłodna też należy do tego gatunku miejsc, które nie różnią się jakoś wyjątkowo od innych, a które mają nieustanne obłożenie 100%. tak, podobało mi sie. chcę czegoś więcej.
ten rok zaczął się bardzo dziwnie i to dziwnie trwa nadal. a nawet się zagęszcza.
wtorek, 19 stycznia 2010
36
co to w ogóle miało być? dzień? to był dzień?? chyba kpina z dnia! raczej jakiś zły sen na jawie, jakiś idiotyczny, przeraźliwie smutny, niesprawiedliwy bełkot! niech ranek się zacznie jeszcze raz, tak nie można. proszę mi wybaczyć, ale jest mi tak strasznie dziwnie,nie wierzę, nie wierzę i tak nie chcę, żeby to się działo, chce zapomnieć o tym dniu i o każdej rozmowie, w której brałam udział, o wszystkim co czułam i co myślałam i o tym, jacy ludzie potrafią być niedobrzy, jakie potrafią robić innym przykrości i jak bardzo nie liczą się z cudzymi uczuciami i o tym że nie poznaję kogoś, o kim myślałam, że jest jedną z najmilszych, najkochańszych osób, jakie kiedykolwiek znałam! i o tym, że okropnie tęsknię i że będę jeszcze bardziej chyba skończyły mi się słowa
poniedziałek, 18 stycznia 2010
35.
ju-uż.
wstał nowy, jasny dzień a ja rześka i wypoczęta z radością podejmuję jego wyzwania, niepomna na wczorajsze mary.
niech żyje abstynencja.
niedziela, 17 stycznia 2010
34.
to nie jest dobry moment, żeby się zakochać. ani odpowiedni człowiek. to nie ma absolutnie szansy.
a cóż mogę począć, kiedy całkiem nieświadomie spełnia moje marzenia, które sobie roję w swej najgłębszej głębi? kiedy się zjawia nagle, z końca świata przyjeżdża, całkiem jak dla mnie, śmieje się, tańczy ze mną tak, jak tylko on potrafi i moim najmilszym prezentem urodzinowym się staje? hę? kiedy nie wiem, jak się bez niego obejdę? kto mi powie? kiedy mnie przytula, kołysze, całuje bezkarnie, z czystej przyjaźni, i jest taki słodki i uroczy?
oj dobra, wiem, że to strasznie głupie, durne zauroczenie, zaraz mi przejdzie na pewno, bo nie ma najmniejszego sensu. to nigdy nie ma sensu. nigdy! wyjedzie, ja zajmę się własnym życiem i spotkamy się za miesiąc, rok, albo wcale.
to nie jest do bry mo ment
kurwa kurwa kurwa!!
|